niedziela, 22 czerwca 2014

Prolog



Był piękny słoneczny dzień. Leżałam wraz z Ashtonem na dachu jego domu. Zawsze uwielbialiśmy się tam wylegiwać i nie robić nic cały dzień.
- Ashton? -  wtuliłam się w jego tors i przymknęłam oczy
- Co jest? - zaczął bawić się moimi włosami i pocałował mnie w czoło
- Obiecaj że nigdy o mnie nie zapomnisz. 
Poczułam że do moich oczu napływają łzy. Nie mogłam wyobrazić sobie naszego pożegnania. Za bardzo go kochałam. Za bardzo się przywiązałam.
- Rose, nawet tak nie mów. - zaczął 'rysować' kółka na moim rozgrzanym od słońca ramieniu. - To nie jest żadne cholerne pożegnanie. Wyjeżdżamy tylko na miesiąc.
- Tak, tylko miesiąc. Ale nie myślisz o tym co się stanie kiedy spodobacie się wytwórni. Nie wyobrażam sobie życia bez ciebie rozumiesz? - zerknęłam na niego kątem oka i przytuliłam go jeszcze mocniej.
- Nigdy cię nie opuszczę. 
- Obiecujesz?
- Obiecuję.


*

Minął rok od kiedy wyjechali. Dzisiaj znowu ich spotkam. Spotkam jego. Dzisiaj znowu zobaczę Ashtona.
Obudziłam się o 7. Praktycznie nie przespałam nocy. Co ja mówię, cały rok miałam nie przespany. Czułam pustkę. Smutek. Przygnębienie. Wszystko co najgorsze...
Ashton wraz z Luke'iem, Michael'em i Calum'em wyruszyli na światowe tournee z One Direction. To była ich najwięsza życiowa szansa. Dlaczego więc mieliby przejmować się mną. Zresztą gdyby ode mnie to zależało to sama kazałabym im wyjechać.
Przejechałam dłonią po twarzy i spojrzałam na swój nadgarstek. Był pełen blizn. To nie przez niego. To przezemnie. Zbyt szybko się przywiązuję. Przejechałam palcem wskazującym po każdej z nich. Nie mogąc dłużej na nie patrzeć podniosłam się z łóżka spoglądając przez okno na przejeżdżające auta. Po kilku minutach postanowiłam że zacznę się szykować jeśli nie mam zamiaru się spóźnić. Stanęłam na zimnych panelach a po ciele przeszły mnie ciarki. Były strasznie zimne. Poszłam do łazienki i puściłam ciepłą wodę w zlewie. Związałam włosy w kucyka i przepłukałam twarz. Zakręcając baterię spojrzałam na siebie w lustrze. Gorzej wyglądać to ja chyba nie mogłam. Przetarłam twarz ręcznikiem i rzuciłam go na szafkę obok. W skrzyneczce na kosmetyki znalazłam tusz do rzęs i przejechałam nim kilka razy po włoskach.
Zdjęłam gumkę z włosów, trochę je roztrzepałam i wyszłam z toalety.
Podeszłam do szafy z której wyciągnęłam białe szorty i czarny t-shirt z żółtym logiem zespołu Nirvana. Szybko się przebrałam,do przedniej kieszeni spodenek wsunęłam telefon a następnie spryskałam się perfumami i wyszłam z pokoju.
Schodząc po schodach zauważyłam mamę która stała w kuchni i pichciła coś przy kuchence.
- Hej mamo - podeszłam do niej i dałam jej buziaka w policzek
- Rose, cześć - uśmiechnęła się i odeszła na chwilę od blatu stając przy barku. - Co ty dzisiaj taki dobry humor masz coo? - przedłużyła ostatnie słowo i wyszczerzyła uzębienie
- Chłopacy dzisiaj wracają ! - wydarłam się szczęśliwa
- Rose...
- Nie mamo, przestań proszę - przerwałam jej bo doskonale wiedziałam o co jej chodzi - Wiem wyjechał, ale kto postąpiłby inaczej na jego miejscu? To była i jest jego życiowa szansa.
- Rose daj mi dokończyć - rodzicielka zdjęła patelnię z gazu i odstawiła ją na inny palnik. Obróciła się w moją stronę - Daj sobie spokój z tym chłopakiem. On może mieć każdą...
- Mamo!
- Kochanie taka jest prawda. Być może nawet już kogoś ma.
- Dobra wiesz co przesadzasz! Nawet go nie znasz, nie wiesz jaki jest. - wywróciłam teatralnie oczami i bez pożegnania wyszłam z domu. Pobiegłam na przystanek autobusowy i czekałam na nadjeżdżający pojazd.
Wten czas dostałam sms'a. Wyciągnęłam telefon z kieszeni i przejechałam palcem po wyświetlaczu.

Od Mama : Przepraszam. Jedź do niego i pokaż mu że jesteś najlepsza! kocham cię. 

Zaśmiałam się do urządzenia i schowałam go w jego poprzednie miejsce. Podniosłam głowę i zauważyłam czekający już na mnie autobus. Wsiadłam, kupiłam bilet i zajęłam miejsce przy oknie. Po 20 minutach dojechaliśmy na lotnisko. Szybko wyszłam z busa i wbiegłam do budynku. Rozejrzałam się wokół siebie a od razu zobaczyłam 4 wysokich chłopaków a wśród nich Ashtona. Moje serce zaczęło bić coraz szybciej i zaczęłam się cała trząść. Bez zastanowienia podbiegłam do nich i przytuliłam się do blondyna.
- Ashton!
Wtuliłam się w chłopaka z całej siły. W końcu go zobaczyłam. W końcu go dotknęłam, poczułam. Zdążyłam już zapomnieć jak wspaniałe chwile razem przeżyliśmy. Nie mogłam się od niego oderwać. Zresztą tak samo jak on odemnie. Wsunął dłonie w moje włosy i przybliżył mnie jeszcze bardziej ku sobie.
- Rose... - powiedział cicho - tęskniłem.
W odpowiedzi pocałowałam go w policzek.
Ta chwila mogłaby trwać wiecznie...

1 komentarz: